Felietony 31 lip 22:42 | Redaktor

Piszę ten felieton w przededniu 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, gdy jak co roku, ożywają dyskusje o racjonalności decyzji podjęcia zbrojnego zrywu w umęczonej przez lata niemieckiej okupacji Warszawie. Ale nie będę Cię, Drogi Czytelniku, zanudzał rozważaniami „za i przeciw”.

   

Jarosław Kopeć

Tygodnik Bydgoski

W tym dniu pada dużo słów, o wiele za dużo. A te najważniejsze już dawno zostały spisane. „Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu /po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę /idź wyprostowany wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i obalonych w proch/ ocalałeś nie po to aby żyć /masz mało czasu trzeba dać świadectwo”. Z tych Herbertowych wersów „Przesłania Pana Cogito” wyłania się wezwanie do bezinteresownego bohaterstwa w imię obrony uniwersalnych wartości, które ukształtowały nasze człowieczeństwo. 

Zapytasz, Czytelniku jak do tych rozważań ma się tytuł tego felietonu? Spieszę zatem z wyjaśnieniem. Przed nami czas wyborów. Kto wie, czy nie najważniejszych w tym wieku. Dla polityków to czas wyborów, z kim do tych wyborów pójść. Miniony tydzień przyniósł sensacyjny transfer. Szef bydgoskich i zarazem wojewódzkich struktur Sojuszu Lewicy Demokratycznej oświadczył, że rezygnuje ze wszystkich partyjnych funkcji i wystartuje do parlamentu z list tworzonych przez Platformę Obywatelską. Ktoś powie, transfer jakich wiele było w polityce.

Otóż nie. Bo Ireneusz Niktiewicz wybrał formę niebywałą, oznajmił swoją decyzję w poniedziałkowe południe wpisem na Facebooku, kilka dni po tym, jak jego ludzie odtrąbili sukces, bo zawiązali koalicję z innymi ugrupowaniami lewicowymi. „Zdradził, zdezerterował, stchórzył” – to tylko niektóre określenia, jakie usłyszałem z ust ludzi lewicy w ostatnich dniach. „Czy ta decyzja ma mu dać lepszą pracę w UM Bydgoszczy? Może?” – pyta retorycznie mocarny niegdyś działacz SLD, Grzegorz Gruszka.

Ja pytam, o jakie lewicowe wartości chce walczyć lewicowiec w ugrupowaniu, które w czasach swoich rządów skazywało młodych ludzi na pracę na umowach śmieciowych, pokaźną część społeczeństwa na życie w skrajnym ubóstwie, a kobietom znacznie wydłużyło granicę wieku, w którym mogły ubiegać się o emeryturę? I w tym momencie odnajduję wspólny mianownik, gdy czytam kolejne Herbertowe wersy. „bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny/ w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy/ a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze/ ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych”. Odwagi, która powinna charakteryzować przywódcę, w tym trudnym dla jego ugrupowania czasie Ireneuszowi Niktiewiczowi zabrakło. Zwyciężył koniunkturalizm. Wiersz znakomitego polskiego poety kończy się słowami: „Bądź wierny Idź”. Poszedł, ale w swoją stronę. 

Zapewne zwróciłeś, Czytelniku uwagę, że w nazwisku byłego już szefa SLD wkradła się literówka. Ale niech tak zostanie. Bo w SLD i dla swoich przyjaciół Ireneusz mógł zostać „kimś”, a w bezideowym ugrupowaniu karierowiczów pozostanie być mu „nikim”. I nawet gdyby w przyszłości dostał od nowych panów lukratywną posadę i piastował znamienite funkcje, to takie po nim pozostanie przesłanie. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor