Niedziela - Tygodnik Bydgoski 8 gru 2017 | Redaktor
Maryja jako jedyna była wolna od grzechu. Dziś obchodzimy jej święto

Dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi ogłosił Pius IX w 1854 roku. Na zdjęciu: Francisco de Zurbarán, „Niepokalane Poczęcie” / Wikipedia

Dziś, 8 grudnia, Kościół obchodzi jedno z największych świąt maryjnych – uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Skąd bierze się i co oznacza termin „niepokalane poczęcie”?

Święto jest, zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, świętem nakazanym w Kościele powszechnym, co oznacza, że łączy się z nim obowiązek uczestnictwa we Mszy św. i powstrzymania się od prac niekoniecznych. Ze względu na fakt, że w Polsce jest to dzień pracy, jesteśmy ze ścisłego obowiązku uczestnictwa we Mszy św. zwolnieni (dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów z dnia 4 marca 2003 r.), ale oczywiście usilnie się do takiego uczczenia tego święta zachęca wszystkich, którzy mogą to uczynić.

Sam termin „niepokalane poczęcie” oznacza uwolnienie Maryi od samego początku, od momentu poczęcia, od skażenia grzechem pierworodnym, któremu to skażeniu – jest to prawda wiary – podlegają wszyscy ludzie od czasu grzechu Adama i Ewy. Nie sposób więc rozważać prawdę o niepokalanym poczęciu Maryi, nie przyjrzawszy się wpierw tej katechizmowej prawdzie o grzechu pierwszych rodziców.

To, co Kościół w tej sprawie orzeka i każe przyjąć jako fakty objawione przez Boga i konieczne do zbawienia, wydaje się dla człowieka XXI w. wyjątkowo trudne. Spróbujmy więc jakoś to uporządkować.

Dramat Adama i Ewy

Grzech pierworodny w obrazowym języku biblijnym ukazany jest jako spożycie owocu z zakazanego drzewa. Nie jest jednak istotne, czy chodziło dokładnie o owoc, czy o coś innego. Pewne jest, że pierwsi ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, zostali stworzeni jako istoty o wiele doskonalsze i szczęśliwsze od dzisiejszych ludzi.

Co więc – przed grzechem – różniło Adama i Ewę od nas? Mieli oni w sobie łaskę i wszelkie cnoty nadprzyrodzone, umożliwiające im utrzymanie więzi z wszechmocnym Bogiem w sposób absolutnie doskonały, gdyby tylko tego chcieli. Ponadto posiadali wielki przywilej całkowitej kontroli nad samymi sobą. Otrzymali też bardzo jasno określone prawa, których mieli przestrzegać, i które doskonale znali. Kiedy zdecydowali się te prawa złamać, dopuścili się sprzeciwu wobec Boga, sprzeciwu podobnego do tego, którego w świecie duchowym dopuścili się aniołowie zbuntowani, czyli szatani.

Straszne konsekwencje

Ale nie to wydaje się najtrudniejsze do przyjęcia, lecz konsekwencje tego przestępstwa, które spadły na naturę ludzką, na całe ich potomstwo. Wielka Boża łaska i przywilej rządzenia sobą i podporządkowanym sobie stworzeniem niemal z tej pozycji, z jakiej Bóg nim rządzi, zostały człowiekowi odebrane. Rozumna natura człowieka została skażona, zdolności poznawcze i zdolności kontrolowania samego siebie – znacznie ograniczone. Znacznie, ale co ważne, niecałkowicie.

Dlaczego tak trudno nam się z tym faktem pogodzić? Zapewne dlatego, że nasze myślenie w XXI wieku zostało bardzo mocno naznaczone przez indywidualizm. A tymczasem ludzi między sobą łączą głębsze więzy niż przypuszczamy. Tak głęboko tłumaczył to św. Tomasz z Akwinu: „Wszystkich ludzi, którzy rodzą się z Adama, można uważać jakby za jednego człowieka, łączy ich bowiem natura, jaką otrzymują od swojego praojca. Wszyscy pochodzący od Adama są jak gdyby licznymi członkami jednego ciała. Otóż dobrowolną decyzję odnośnie do czynów części ciała, np. ręki, podejmuje nie ręka, ale wola ludzka. Zabójstwo, jakiego dopuściła się ręka, nie będzie grzechem ręki, ale grzechem człowieka. Podobnie też wewnętrzny bałagan, z jakim rodzą się potomkowie Adama, nie jest skutkiem ich własnej decyzji, lecz decyzji naszego praojca. Grzech pierworodny nie jest grzechem osobistym osoby, która się w nim rodzi. Jest jej grzechem o tyle, o ile ta osoba bierze naturę od pierwszego rodzica. W tym właśnie sensie w Liście do Efezjan (2,3) mówi się o nim jako o grzechu natury: byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew”.

Święta od poczęcia

Otóż z tej straszliwej – jeśli sobie ją dobrze uświadomimy, to rzeczywiście straszliwej – konsekwencji grzechu pierworodnego ocalona została tylko jedna osoba ludzka w dziejach świata. Jest nią Najświętsza Maryja Panna – Bogurodzica (nie wspominam tu o Jezusie Chrystusie, bo On ten przywilej posiadał na mocy tego, że był Bogiem). I na tym właśnie polegało Jej niepokalane poczęcie. Zostało to uroczyście ogłoszone jako dogmat wiary katolickiej stosunkowo późno – bo przez błogosławionego papieża Piusa IX w 1854 roku Pańskim (a Pius IX został beatyfikowany przez św. Jana Pawła II, co wzbudziło prawdziwą złość liberalnych teologów, Hans Küng twierdził na przykład, że ta beatyfikacja stanowi „przykład degeneracji, jaka dotknęła gesty beatyfikacyjne w oficjalnej polityce Kościoła”). Pius IX jest niezwykle ciekawą i barwną postacią, którą chciałbym przedstawić osobno i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi to dane, dziś jednak, kończąc rozważanie o miepokalanym poczęciu, prześledzę jego argumenty w tej sprawie, które przedstawił w bulli Ineffabilis Deus, zawierającej oficjalne ogłoszenie dogmatu.

Jednym z kluczowych świadectw w tej sprawie są niezwykłe słowa Archanioła Gabriela, zapisane w Ewangelii wg św. Łukasza, słowa, które powtarzamy przecież w codziennym pacierzu: „łaskiś pełna”. Tak to formułuje papież Pius IX: „to szczególne i uroczyste pozdrowienie wypowiedziane w imieniu Boga, poza tym jedynym wypadkiem nigdy niespotykane, ujawnia Bogurodzicę jako siedlisko wszystkich łask Boskich, ozdobioną wszelkimi darami Ducha Świętego oraz ukazuje Maryję jako nieskończoną niemal skarbnicę tych darów oraz ich niewyczerpaną głębię – tak dalece, że nigdy przekleństwu nie podpadając, a wraz z Synem uczestnicząc w wieczystym błogosławieństwie, zasłużyła na okrzyk natchnionej Elżbiety: »błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota Twojego«”.

Stała się nową Ewą

Maryja zatem jest tą, która od Boga raz jeszcze otrzymuje tę samą niewinność, którą otrzymała Ewa jeszcze przed grzechem. Dlatego nazywa się Ją nową Ewą. Ale, jak podkreśla Pius IX, w tym zestawieniu Maryi z Ewą chodzi o Ewę „dziewiczą jeszcze, niewinną, niezepsutą i jeszcze nieuwiedzioną zabójczym podstępem zdradliwego węża”, a jeśli ojcowie Kościoła takiego porównania dokonywali, to „wynosili Ją ponad tamtą Ewę, posługując się specjalnym doborem słów i uderzającym układem myśli. Ewa bowiem nędznie usłuchawszy węża i niewinność pierworodną utraciła, i stała się jego niewolnicą, podczas gdy Najświętsza Dziewica, dar pierworodny ustawicznie powiększając, nie tylko, że wężowi nigdy nie nastawiła ucha, lecz moc jego i władzę mocą od Boga otrzymaną całkowicie ubezwładniła”.

I właśnie do bardzo dawnych opinii ojców odwołuje się ten papież, żeby wykazać, że nie ogłasza jakiegoś nowego, teraz wymyślonego dogmatu, że ogłasza to, w co Kościół zawsze wierzył, bo papież nie jest tym, który jak ziemscy władcy wprowadza w życie własne zamysły, ale który przechowuje depozyt wiary jako skarb „w naczyniach glinianych, aby ta najwyższa moc była od Boga, a nie z nas” (2 Kor 4, 7). 

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor