Historia 15 lip 2017 | Krzysztof Osiński
Sprawa kanoniera Duńca

Józef Duniec/ fot. materiały IPN

Powszechnie uważa się, że podczas utrwalania ustroju komunistycznego mordowaniem żołnierzy podziemia niepodległościowego zajmowała się tylko cywilna bezpieka. Tymczasem brali w tym udział również przedstawiciele wojska i wojskowej bezpieki. Doskonałym przykładem na potwierdzenie tych słów jest sprawa Józefa Duńca.

Wiosną 1947 r. w lesie niedaleko Myślęcinka pod Bydgoszczą przypadkowo natrafiono na zwęglone zwłoki. Odnalazła je kobieta, która wypasała krowy na pobliskiej łące. Dość szybko okazało się, że są to szczątki kanoniera Józefa Duńca, który odbywał zasadniczą służbę wojskową w 71. Pułku Artylerii Ciężkiej w Toruniu. Pomimo dowodów ewidentnej zbrodni dziwnym trafem śledztwo dość szybko umorzono, nie wyjaśniając, co stało się z młodym żołnierzem i nie informując o tym jego rodziny.


Zabity, bo był niepodległościowcem


Powody opieszałości śledczych staną się jasne, gdy poznamy okoliczności śmierci Józefa Duńca, który zaledwie we wrześniu 1946 r. został wcielony do wojska. W wyniku denuncjacji poddany został intensywnemu rozpracowywaniu przez bezpiekę. Okazało się, że w czasie wojny służył w szeregach AK, a po wojnie nie zgadzał się na przejmowanie władzy przez komunistów i działał w WiN. W efekcie uznany został za „wroga ludu”, w grudniu 1946 r. aresztowany, przewieziony do Bydgoszczy i umieszczony w siedzibie Okręgowego Zarządu Informacji Wojska Polskiego przy ulicy Zygmunta Augusta. Funkcjonariusze przez wiele dni bestialsko znęcali się nad Duńcem, aby wydobyć od niego jak najwięcej informacji. W swoich działaniach byli tak gorliwi, że w trakcie jednego z „przesłuchań” zakatowali go na śmierć.


Zacieranie śladów zbrodni


Kanonier Józef Duniec został zamordowany 6 stycznia 1947 roku. W nocy z 7/8 stycznia jego ciało wywieziono do podbydgoskiego lasu, owinięto nasączonymi benzyną kocami i spalono. Ten ohydny czyn miał zatrzeć ślady zbrodni popełnionej przez przedstawicieli komunistycznych władz bezpieczeństwa.


Pozbycie się ciała nie było jedynym przedsięwzięciem podjętym w tym zakresie przez funkcjonariuszy Informacji Wojskowej, czyli wojskowej bezpieki. Podjęli oni metodyczne działania mające na celu odsunięcie od siebie jakichkolwiek podejrzeń. Sporządzili nawet fałszywą dokumentację, która miała dowodzić, że Duniec popełnił w celi aresztu samobójstwo. Wersja ta okazała się jednak na tyle mało wiarygodna, że major Andrzej Chripuszyn, szef Sekcji III Zarządu Informacji Wojskowej w Bydgoszczy, postanowił stworzyć nową. Wydał swoim podwładnym polecenie sporządzenia zaświadczenia o zakończeniu śledztwa i zwolnieniu zatrzymanego z aresztu. Wersja ta była wygodniejsza o tyle, że nie zmuszała do zadawania pytań o brak formalnego aktu zgonu i sekcji zwłok, jak również o to, dlaczego zwłoki rzekomego samobójcy próbowano potajemnie spalić na odludziu.


Dzielny konspirator


Józef Duniec urodził się 7 lutego 1925 roku w Radziemicach w Małopolsce. Pomimo młodego wieku w czasie wojny wstąpił w szeregi Armii Krajowej i zasłużył się walką o niepodległą Polskę. Przyjął pseudonim „Ogień” i wielokrotnie wykazywał się odwagą graniczącą z brawurą. Walczył w oddziale AK „Fundament”, pod dowództwem Benedykta Szastaka.


Regionalny historyk Zbigniew Pałetko w jednym z wywiadów tak charakteryzował Duńca: „W czasie wojny był zaprzysiężonym członkiem Armii Krajowej. Choć był bardzo młody, należał do najaktywniejszych. Brał udział w akcjach skierowanych przeciwko Niemcom, ale też niemieckim konfidentom. To on, razem z innym żołnierzem, wykonał wyrok na Wojciechu Ozdobie, który swoimi donosami przyczynił się do śmierci kilku osób z rąk okupantów”.


Po wojnie Duniec nachodzony był przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, którzy chcieli uzyskać od niego informacje na temat działalności w AK, a być może i zmusić do współpracy. Podczas jednej z takich „wizyt”, funkcjonariusze nie zastając go w domu, skatowali do nieprzytomności jego ojca oraz jednego ze znajomych.


Nie chcąc narażać siebie oraz rodziny na dalsze tego typu incydenty, Józef Duniec postanowił w ramach amnestii ujawnić przed władzami swoją działalność partyzancką oraz zdać broń. Formalnie ujawnienie się kogoś w ramach amnestii powodowało „darowanie win” i zapewniało możliwość spokojnego życia. W rzeczywistości oznaczało wystawienie się władzom „na tacy” i zapowiadało kolejne represje. Duniec, ze względu na młody wiek, otrzymał powołanie do odbycia zasadniczej służby wojskowej. W wojsku – co już wiemy – był represjonowany, a ostatecznie zabity przez funkcjonariuszy wojskowej bezpieki.


Dochodzenie do prawdy


Rodzina nie wiedziała nic o losie Józefa Duńca. Zdesperowany ojciec starał się ustalić, co stało się z jego synem, ale nie mógł uzyskać żadnych informacji. Kilkukrotnie przyjeżdżał nawet do Torunia i Bydgoszczy, ale za każdym razem był zbywany. Informowano go o aresztowaniu syna, ale również o tym, że w pewnym momencie został zwolniony i pojechał do domu. W Toruniu odsyłano go do Bydgoszczy, a w Bydgoszczy do Torunia.


Sytuacja zmieniła się po 1956 r., który przyniósł chwilową „odwilż” polityczną. Na skutek interwencji Stefana Duńca na początku 1957 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa wszczęła śledztwo w sprawie losów jego syna. W jego trakcie zdołano ustalić i przekazać rodzinie, że zginął on dziesięć lat wcześniej. Nie zdołano jednak ukarać nikogo ze sprawców zbrodni. Nie było to możliwe, ponieważ zniszczono większość dokumentacji dotyczącej sprawy. Twierdzono również, że sprawa uległa przedawnieniu, w związku z czym nie można nikogo pociągać do odpowiedzialności.


Do sprawy wrócono po upadku komunizmu. Wznowione śledztwo ustaliło funkcjonariuszy odpowiedzialnych za śmierć młodego żołnierza. Jednak również tym razem nie zdołano postawić ich przed sądem. Ustalono bowiem, że część z nich wiele lat wcześniej wróciła do ZSRS, a inni zmarli. Ostatni z nich, Jerzy Stępniewski, zmarł w takcie śledztwa.


Staraniem rodziny w 2009 r. na cmentarzu w rodzinnych Radziemicach odsłonięto symboliczny nagrobek z tablicą upamiętniającą Józefa Duńca. Pomimo starań rodziny i prowadzonych śledztw nie zdołano jednak nigdy ustalić, gdzie pochowano jego spalone szczątki.