Kultura 11 mar 11:29 | Redakcja
Ambitne brzmienie Bydgoszczy

Variété to jeden z czołowych przedstawicieli nurtu cold wave. Grupa działa na bydgoskiej scenie muzycznej od 1983 roku (fot. RADOSŁAW MACIEJEWSKI/MUISTO)

Nasza scena muzyki niezależnej jest w Polsce dobrze rozpoznawalna. W mieście działają cenione przez słuchaczy w całym kraju kapele z niemal każdego gatunku – od metalu i rocka, przez reggae, po jazz i hip hop.

Muzycy tworzą w skromnych warunkach – w piwnicach ukrytych pod sklepami spożywczymi lub w pomieszczeniach po upadłych wielkich bydgoskich zakładach. Jednak nawet niewielkie sukcesy artystyczne bywają okupione ogromnymi stratami, choćby powodowanymi przez ulewne deszcze zalewające sale prób w suterenach. Dokuczliwe są również mroźne zimy, gdy tworzenie muzyki utrudniają skostniałe dłonie lub psujące się sprzęty – nie wszędzie bowiem działa ogrzewanie. Mimo wielu przeciwności, lokalnym twórcom udaje się jednak funkcjonować w muzycznej branży i pojawiać się u popularnych redaktorów muzycznych w znanych stacjach radiowych (Trójka) i na największych polskich festiwalach (OFF Festival). Oczywiście to funkcjonowanie w zdecydowanej większości przypadków nie wiąże się z finansowymi zyskami i sławą dającą rozpoznawalność. Zespoły i solowi wykonawcy tworzący muzykę nieoczywistą i trudną w odbiorze, siłą rzeczy trafiają do niewielkich grup odbiorców zainteresowanych ambitniejszymi projektami. Bywa, że niezauważeni w Polsce, cieszą się wielkim uznaniem zachodnich krytyków, by dopiero później zdobyć popularność w regionie. Tak było z bydgoszczaninem Jakubem Ziołkiem, laureatem Paszportu Polityki w kategorii „muzyka popularna” za 2015 rok.

Depresyjnie, ale z poetyckim zacięciem
Dość powszechnie mówi się o specyficznym bydgoskim brzmieniu, głównie w odniesieniu do zespołów z obszaru rocka i okolic, choć nie tylko. Wielu komentatorów zrzuca to na karb przygnębienia i rezygnacji powodowanych przez atmosferę miasta, w którym nic się nie dzieje, mającym do zaoferowania jedynie depresję. Zdaje się, że ta klisza, którą ludzie w kraju łączą w dalszym ciągu z krzywdzącym określeniem „Brzydgoszcz”, nie ma już zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Jednak nie da się ukryć, że młode zespoły chętnie idą ścieżką wytyczoną na początku lat 80. przez Variété. To droga zimnych, surowych klimatów, ale ujętych w poetycką wrażliwość.

Warto odnotować, że bydgoskie środowisko muzyczne młodego i średniego pokolenia jest bardzo zżyte. Tam, gdzie, jak by się wydawało, miała dominować konkurencja i rywalizacja, są obecne przyjacielskie relacje i dużo wzajemnego wsparcia. Członkowie różnych zespołów wykonujących odmienne gatunki muzyczne „miksują się”, powstają nowe składy i można odnieść wrażenie, że wszyscy znają wszystkich. Gdy któremuś z kolegów przed wejściem do studia zaleje sprzęt albo wypełniona nim walizka zagubi się na lotnisku, nigdy nie brakuje chętnych, by pomóc. Być może to, oprócz talentu i pracowitości, jest główną siłą lokalnej sceny. Znaczące są też wspólne działania ze środowiskami artystycznymi z innych miast, np. z Trójmiastem w epoce yassu, a obecnie np. z Warszawą.

Gitara zrobiona z drzwi do piwnicy
Trudno porównywać warunki, w jakich obecnie działają kapele, do tych panujących przed laty, zwłaszcza w okresie siermiężnej PRL. Wydaje się jednak, że miasto żyło muzyką popularną od samych jej początków. Gdy zaczęła się w Polsce big beatowa gorączka, w Bydgoszczy powstało wiele zespołów wykonujących „muzykę mocnego uderzenia”: Triole, Czerwone Lizaki, Dominujące Gitary, Nietoperze, Szkwały, Temperamenty, Kosmonauci. Lokalny muzyk Maciej Dyakowski twierdził, że „w latach 60. ubiegłego stulecia Bydgoszcz wiodła prym w rozwoju zespołów wokalno-instrumentalnych z udziałem gitar elektrycznych i perkusji”. Z kolei Alicja Weber pisała: „zespoły wokalno-instrumentalne przy zakładach pracy, klubach, świetlicach, szkołach, spółdzielniach, związkach, stowarzyszeniach i w środowiskach studenckich skupiają masowo młodzież, stąd też ten dział upowszechniania muzyki jest dominującym zjawiskiem w muzycznych ruchu amatorskim”. W „Roczniku kulturalnym Kujaw i Pomorza” z roku 1967 odnotowano, że w maju 1965 roku w radach narodowych Związków Zawodowych i organizacji młodzieżowych zrzeszonych było 85 takich zespołów.
Różnice między omawianymi okresami widać wyraźnie na przykładzie możliwości zdobywania sprzętu, które dzisiaj w zasadzie są nieograniczone, a w przeszłości wymuszały niekonwencjonalne rozwiązania. Dyakowski wspominał, że w początkach bydgoskiego big beatu w latach 60. grano na radioodbiornikach o mocy 5 watów. Z kolei Zbigniew Kaute, gitarzysta kojarzony z udziału w programie „Jaka to melodia”, grał na gitarze wykonanej z drzwi do piwnicy. Wkręty do drewna spełniały w niej rolę naciągów do strun. W latach późniejszych nie było wcale lepiej. Marek Maciejewski, gitarzysta Variété i Brdy, lata 80. pod kątem technologicznym opisuje jako „straszny dramat”. Muzycy, którzy wyjeżdżali na Zachód w celach zarobkowych, przywozili instrumenty tam kupione, ale dla młodych ludzi takie rozwiązania były wówczas nieosiągalne.

Draki pod Torbydem
Ponieważ PRL był państwem o ograniczonych swobodach obywatelskich, starającym się w pełni kontrolować życie społeczne, muzyka rozrywkowa w jakimś sensie dawała poczucie wolności, a w latach późniejszych stawała się wyrazem buntu przeciw szarej rzeczywistości. W latach 60. przy okazji częstych przeglądów i konkursów big beatowych, które odbywały się w mieście, ogłaszano pogotowie milicyjne, bowiem młodzież była skora do draki. Z kolei w latach 80. milicja po koncertach żywo pałowała młodych ludzi pod Torbydem.
Obecnie muzyka jako zjawisko nie wywołuje już takich emocji, bo też zmieniło się jej znaczenie i funkcja społeczna. Jednak niezależnie od panujących warunków ustrojowych czy gospodarczych, w Bydgoszczy zawsze grała muzyka, której mieszkańcy chętnie słuchali. Również dzisiaj, w czasach masowej konsumpcji, w mieście tworzy się i docenia ambitną, oryginalną twórczość.
Warto poznać zespoły działające obecnie w Bydgoszczy bądź z Bydgoszczą związane (choć nie sposób wymienić wszystkie): 3moonboys, Alameda 2/3/4/5, Bisz/B.O.K., Brda, Dubska, George Dorn Screams, Innercity Ensemble, Jachna/Buhl, Labai, Killed By Car, Schizma, Stara Rzeka, T'ien Lai, Tearpop, Tropy, Ur Jorge, Variété.

Remigiusz Ławniczak


Redakcja Autor