Religia 1 maj 22:14 | Redaktor

Dzień św. Atanazego przypada 2 maja. Jest to jedna z tych postaci historycznych, których dzieje wciąż czekają na dobry film fabularyzowany, który by o nich opowiedział szerszej publiczności.

Nasze nowoczesne majowe święta, układające się w — nomen omen — „najdłuższy weekend nowoczesnej Europy”, mają swoje kościelne odniesienia. Zarówno okazje do uczczenia 1, jak i 3 maja zmieniały się w czasie. 3 maja to oczywiście uroczystość Królowej Korony Polskiej, po wojnie Królowej Polski. To święto nie jest takie stare jak mogłoby się wydawać, bo było obchodzone od 1908 roku w diecezjach przemyskiej i lwowskiej w pierwszą niedzielę maja, potem 2 maja, a dopiero od 1923 roku 3 maja. Papież Pius XI rozszerzył jego obchody na całą Polskę dwa lata później. O nim napiszę jeszcze osobno.

1 maja w dawnych czasach przypadało święto świętych Filipa i Jakupa — Apostołów. Reagując na socjalistyczne obchody święta 1 maja, papież Pius XII w 1955 roku wyznaczył na 1 maja święto świętego Józefa Robotnika. Było to wtedy święto pierwszej, a więc najwyższej klasy, wśród świąt kościelnych. Po reformie posoborowej zostało zdegradowane do rangi najniższej czyli wspomnienia dowolnego.

Atanazy

Chciałbym jednak dzisiaj więcej uwagi poświęcić świętemu bardzo (niesłusznie) zapomnianemu wśród współczesnych katolików, nawet duchownych. Mam na myśli św. Atanazego. Jego dzień przypada 2 maja. Jest to jedna z tych postaci historycznych, których dzieje wciąż czekają na dobry film fabularyzowany, który by o nich opowiedział szerszej publiczności. W tym przypadku byłby to zapewne film sensacyjny, a nawet thriller. Atanazy bowiem był prześladowany, musiał uciekać i ukrywać się. I to nie przed poganami, tylko przed ludźmi, którzy formalnie byli chrześcijanami, chcieli jednak chrześcijaństwo po swojemu „zreformować”. A Atanazy się temu sprzeciwiał. Zacznijmy jednak od początku.

Jest koniec III wieku po Chrystusie, rok Pański 296. W Aleksandrii, jednym z najznakomitszych ośrodków ówczesnego chrześcijaństwa (którego prześladowania w cesarstwie Rzymskim właśnie przechodziły ostatnią krwawą fazę, za Dioklecjana, wkrótce miał przyjść Konstantyn i definitywnie je zakończyć), przychodzi na świat Atanazy. Otrzymał znakomite wykształcenie, znał doskonale niemal całą ówczesną wiedzę filozoficzną i teologiczną, ale także, co było niezwykle istotną cechą ówczesnych światłych ludzi, posiadł umiejętność niezwykle przekonującego przemawiania. Udał się na pustynię do słynnego opata Antoniego. Po jakimś czasie wrócił, utwierdzony w wierze. Przyjął święcenia od świętego biskupa Aleksandra.

Ariusz

Talent i wykształcenie mówcy, wykorzystywał Atanazy do nawracania na chrześcijaństwo. Ale kiedy tylko ustały krwawe rzezie urządzane chrześcijanom przez Rzymian za przyzwoleniem Dioklecjana, pojawił się w Kościele inny, nie mniejszy problem. W tym właśnie czasie Ariusz zaczął szerzyć herezję, głosząc, że Jezus Chrystus nie jest Bogiem, tylko Bogu podobnym. Herezja ta była dość subtelnie podbudowana filozoficznymi i retorycznymi argumentami. Wielu kapłanów, a nawet biskupów dało Ariuszowi wiarę i zaczęło nauczać jego doktryny.

Oczywiście takie postawienie sprawy musiało skutkować odrzuceniem prawdy o Trójcy Świętej. Arianizm uderzał więc w samo serce chrześcijańskiego nauczania. Od czasu  Apostołów przekazywano bowiem, że Jezus był Bogiem w ludzkiej postaci, Synem Bożym, Wcielonym Boskim Logosem, który stał się człowiekiem. Heretyckie nauczanie Ariusza degradowało osobę Jezusa, do zwykłego człowieka, choć niezwykle doskonałego, który jednak miałby być rzeczą stworzoną.

Można zaryzykować twierdzenie, że Arianizm żyje do dzisiaj w różnych formach. Zbliżone do Ariusza nauczanie głoszą Świadkowie Jehowy. Echa arianizmu można też odnaleźć w wypowiedziach niektórych „postępowych” teologów współczesnych, którzy wprawdzie wprost nie zaprzeczają Boskości Chrystusa, ale też unikają jednoznacznego stwierdzenia, że Jezus jest „Chrystusem”, odwiecznym Synem Ojca.

Nicea

Wróćmy jednak do Atanazego. Wziął on udział w Soborze Nicejskim. Był to pierwszy Sobór powszechny Kościoła, jeśli nie liczyć opisanej w Dziejach Apostolskich narady samych Apostołów. Na soborze tym, który obradował od 19 do 25 lipca 325 roku Pańskiego, potępiono arianizm, a miał w tym spory udział młody Atanazy, który broniąc apostolskiej wiary, z niesłychaną jasnością i niezrównaną wymową, zbijał wszelkie twierdzenia Ariusza (również doskonałego mówcy). Wtedy Atanazy zyskał wielką sławę. Po śmierci Aleksandra został biskupem Aleksandrii.

Arianie nie złożyli jednak broni i Atanazego chcieli najpierw zjednać. Nie jest rzeczą łatwą bronić się przed umiejętnie formułowanymi pochlebstwami, Atanazy jednak je odrzucił. W tej sytuacji  dosięgła go zemsta heretyków, którzy zaczęli posługiwać się pomówieniami. Ta wyjątkowo perfidna metoda, znana od najdawniejszych czasów, nieprzypadkowo została uznana, na kamiennych tablicach Dekalogu, za jeden z najcięższych grzechów.  Oskarżano go o świętokradztwo, o czary, o gwałt, a nawet o morderstwo.

Tak wygląda zawiązanie sensacyjnej akcji. Potem następuje synod, który pod wpływem  owych oskarżeń zwołuje do Tyru cesarz rzymski, wciąż ten sam Konstantyn, na dwa lata przed swoją śmiercią. I tu następuje sytuacja niejako podobna do sądu nad Zbawicielem. Atanazy błyskotliwie przeprowadza dowody swej niewinności, przyprowadza między innymi żyjącego człowieka, którego miał zamordować, sprowadza też kobietę którą miał zgwałcić, a ta wskazuje rzeczywistego sprawcę i tak dalej. Cesarz zaś zachowuje się jak Piłat: otoczony  przez heretyków, mimo oczywistych dowodów niewinności, skazuje Atanazego na wygnanie do Trewiru.

Cesarstwo podzielone

Atanazy odwołuje się do papieża i uzyskuje satysfakcję. Tymczasem nagle umiera sam Ariusz, który szykował się do objęcia biskupstwa Aleksandrii. Cesarz jest przerażony, uznaje to za Bożą interwencję, rehabilituje Atanazego i przywraca go na biskupstwo, ale wkrótce, w 337 roku Konstantyn umiera. Zostawia cesarstwo podzielone na wschód i zachód, co ma ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju tego kryzysu. Na wschodzie rządy objął popierający arian Konstancjusz. W Rzymie, na zachodzie, panował Konstans. Całe życie pozostawał on gorliwym wyznawcą credo nicejskiego, czyli Bóstwa Zbawiciela i nierozdzielnej Trójcy.

Arianie zwołali synod do Antiochii, na którym Atanazego pozbawili godności patriarchatu, a w jego miejsce osadzili Gregora z Kapadocji. Atanazy musiał uciekać do Rzymu.  Po siedmiu latach i po soborze, który odbył się tym razem w Sardyce, wraca triumfalnie na biskupstwo. To jednak nie koniec jego zmagań.

Ścigany

W Egipcie wybuchł bunt przeciwko cesarzowi wschodniemu — Konstancjuszowi.   Przywódcą buntu był niejaki Magnencjusz, cesarski namiestnik. Ale oczywiście arianie wykorzystali sytuację i o przychylność dla buntowników oskarżyli Atanazego. Konstancjusz dokładnie wiedział o jego wierności, mimo to, sam będąc arianinem, rozkazał w nocy pięciu tysiącami żołnierzy otoczyć kościół, w którym Atanazy odprawiał nabożeństwo. Atanazemu udało się jednak uciec. Rozpoczął się pościg i tu mamy punkt kulminacyjny naszego thrillera. Ścigany przez szpiegów, uchodził w góry, mieszkał w jaskiniach, a jeszcze znajdował możliwości, by słać listy i zachęty do wytrwałości w wierze do swoich diecezjan. Mało tego, pisał też świetne traktaty wykazujące błędy arian.

Sześć lat trwała ta tułaczka. Wrócił po śmierci Konstancjusza. Ale wtedy na tron cesarski wstępuje Julian Apostata, który powziął zamiar przywrócenia upadającego pogaństwa. W tym celu podniecał zatarg pomiędzy ortodoksyjnymi chrześcijanami a arianami. Znów Atanazy musi uciekać z Aleksandrii. Ścigają go siepacze Juliana. Dochodzi do spotkania, żołnierz jednak nie rozpoznaje biskupa i pyta go, gdzie mógłby być Atanazy. Ten odpowiada, że „jest stąd niedaleko”. Żołnierz odchodzi.

Wkrótce i cesarz Julian umarł. Przy śmierci zawołał słynne: „Galilejczyku zwyciężyłeś!”, co przytoczył w swej „Nieboskiej komedii” nasz Krasiński. Jego następca, Jowian, rehabilituje Atanazego, ale umiera po kilku miesiącach. Na tron zów wstępuje arianin Walens. Atanazy po raz kolejny skazany zostaje na wygnanie. W obronie jego wystąpił tym razem jednak lud, z taką siłą, że Walens się przestraszył, odwołał nakaz wygnania i pozostawił naszego bohatera w spokoju. Atanazy zmarł w opinii świętości w 373 roku. Doczekał zwycięstwa ortodoksji.

Wartość ortodoksji

Dlaczego piszę o Atanazym? Nie tylko z powodów fabularnej ciekawości jego historii. Postmodernistyczni myśliciele nierzadko dziś wzywają Kościół do porzucenia roszczenia prawdy swej wiary. Jednak Kościół uczynić tego nie może. Gdy św. Jana Pawła II zapytano, które zdanie z Ewangelii uważa za najważniejsze, odpowiedział bez wahania: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32).  

To Jan Paweł II, w dobie dyktatury relatywizmu, zainicjował prace nad encykliką Veritatis Splendor (Blask Prawdy), chcąc zwrócić uwagę, że istnieje Prawda przez wielkie „P” której Kościół nigdy głosić nie przestanie. Pisze o tym również kardynał Gerhard Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary w czasach Benedykta XVI: „Mówienie o chrześcijaństwie jako dogmatycznym, polega na stwierdzeniu, że jest ono oparte na historycznym samoobjawieniu się Boga. To znaczy, że Słowo, które stało się ciałem, przekazało nam pełnię prawdy i życia. Jest to stwierdzanie, że mocą Ducha Świętego Kościół w swoim nauczaniu (…) świadczy o prawdzie Bożej, przekazując nam Boże sakramenty”.

Dlatego święty Atanazy jest patronem naszych trudnych czasów, w których narzuca nam się dyktaturę relatywizmu, żądając, byśmy przestali mówić o bezwzględnej, niezmiennej, objawionej przez Pismo Święte i Tradycję prawdzie Bożej. Trzeba być tej prawdzie wiernym jak Atanazy, nawet gdyby nas pozbawiano majątku, stanowisk, dobrego imienia i dachu nad głową. Prawda Boża, odwieczna i niezmienna, nieskażona katolicka nauka, jest warta nawet tego, by za nią życiem zapłacić.

Maksymilian Powęski

 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor