Sport 17 maj 2020 | Redaktor
Najlepszy polski skoczek Piotr Lisek,  marzy o medalu w Tokio

Piotr Lisek/fot. Paweł Skraba

Najlepszy polski skoczek o tyczce Piotr Lisek marzy o medalu igrzysk olimpijskich w Tokio, a przełożenie ich na 2021 roku nie zmieniło jego planów. W jego ocenie brak profesjonalnych treningów w tym sezonie sprawiłby, że w 2021 roku musiałby zaczynać od zera.

– W Centralnym Ośrodku Sportu w Spale jest wygodniej trenować, niż na działce. Dziękuje tym, którzy mi pomogli zrobić tam rozbieg, ale oddałem tam ok. 50 skoków, wykonałem trzy treningi techniczne. Wiadomo, że w tym sezonie mamy problem z tym, żeby przygotowywać się pod konkretną imprezę, ale budowanie formy od zera w przyszłym roku równa się zero – mówi Lisek.

fot. Paweł Skraba

Przyznaje, że co prawda pod domem miał zeskok, ale nie miał siłowni czy odnowy biologicznej, a praca w reżimie obozu w Spale, gdzie wszystko jest na miejscu, jest w jego ocenie po prostu prostsza.

– Staram się być takim człowiekiem, który się dostosowuje, więc przełożenie igrzysk o rok wiele nie zmienia. Będę gotowy z formą na wskazany termin, który nie zależy ode mnie. Są zawodnicy, którzy mogą sobie sezon odpuścić, ale ja jestem ambitny i jakie zawody by się w tym roku nie odbywały, jeżeli będą bezpieczne, to ja jestem gotów startować i rywalizować. Robię to także dla swoich fanów - wskazuje multimedalista mistrzostw świata i Europy w skoku o tyczce.

fot. Paweł Skraba

Dodaje, że oczywiście zdrowie to priorytet w tym momencie, ale ma nadzieję na kilka startów jeszcze w 2020 roku. Podkreśla, że jego sukces w sporcie bierze się z zabawy sportem, ekscytowania tym.

fot. Paweł Skraba

– Ja lubię startować, więc odpuszczanie sezonu halowego nie jest w mojej naturze. W tym roku zdrowie na to wpłynęło, ale w sezonie 2021 chcę oczywiście świetnie pokazać się podczas Halowych Mistrzostw Europy w Toruniu. Start przed własną publicznością jest dla każdego reprezentanta Polski czymś wyjątkowym – mówi Lisek.

fot. Paweł Skraba

Dyrektor COS w Spale Waldemar Wendrowski wskazuje, że obecność 60 osób na zgrupowaniu w tak dużym ośrodku sprawia, iż są oni właściwie niemal niezauważalni.
– Wszystkie procedury zadziałały. O to chodziło, aby wszyscy czuli się bezpiecznie. Nie ma żadnych sygnałów, że coś jest ponad wymiar czy niewymiarowe. Wszystko dobrze działa – mówi Wendrowski.

Podkreśla, że w warunkach epidemii samodyscyplina sportowców i trenerów odgrywa olbrzymią rolę. – Nie ma tutaj bohaterów, którzy będą udawali, że zwyciężą z niewidzialnym wrogiem. Wszyscy nasi goście – sportowcy i trenerzy mają świadomość powagi sytuacji i dostosowują się do obowiązujących reguł – przyznaje.

Dodaje, że są już zapytania z kolejnych związków sportowych m.in. Polskiego Związku Piłki Siatkowej. – Chce do nas, na długo, przyjechać kadra seniorów, a to łącznie 30 osób. Bardzo się z tego cieszę, bo Spała bez siatkówki, to nie Spała – wskazuje z uśmiechem Wendrowski.

Ośrodki COS w Spale i Wałczu to dwa pierwsze ośrodki przygotowań olimpijskich, które zostały ponownie otwarte. Badania nie potwierdziły zakażenia koronawirusem u żadnej z przebadanych osób, więc sportowcy pracują już nad formą. W Wałczu przyjęto grupę ok. 100 osób – kajakarzy, wioślarzy i pływaków, a w Spale 60 osób – lekkoatletów, pływaków, badmintonistów, parałuczników i szermierzy na wózkach.

Kolejne ośrodki – w Cetniewie, Giżycku, Szczyrku i Zakopanem będą otwierane w kolejnych tygodniach.

– Trwają ustalenia w tej sprawie między nami, Centralnym Ośrodkiem Medycyny Sportowej i Ministerstwem Sportu. Gdy zapadną ostateczne decyzje, będziemy to natychmiast komunikowali – mówi dyrektor COS Mateusz Grzybowski.

mat. COS

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor