Żużel 10 maj 10:03 | Jarosław Aleksander
Cisza na Sportowej. Rozmowa z Kamilem Brzozowskim [WYWIAD]

foto. ŻKS Polona Bydgoszcz

O sytuacji sportu żużlowego i zawodników w czasie pandemii z Kamilem Brzozowskim - kapitanem drużyny Abrmaczyk Polonia Bydgoszcz rozmawia Jarosław Trześniewski .

Jarosław Trześniewski: W tym roku tak zwana przerwa zimowa przedłużyła się i to w sposób niespodziewany. Jak ten fakt wpłynął na Pana przygotowania do sezonu i na jakim są one etapie?

Kamil Brzozowski: Mam sprawdzony tok przygotowań, nie miałem nigdy problemów z kondycją lub by waga mi za dużo skoczyła. Trzymam stabilną formę od dłuższego czasu. Troszeczkę pozmieniało się sprzętowo. Doszły dwa nowe silniki, w ubiegłym roku dysponowałem 3 silnikami i 2 motocyklami, teraz tych silników jest 5 i 3 motocykle. Także park maszyn się dużo powiększył. Doszedł także nowy mechanik do naszego teamu, który pracował przez ponad 10 lat u świętej pamięci Tomka Jędrzejaka. 

Czy miał Pan okazję wyjechać na tor w tym roku?

Udało mi się – nie w Polsce, ale na Słowenii. Trzy dni tam jeździliśmy. Wtedy nie było wiadomo, że coś takiego się wydarzy z koronawirusem. Wybrałem Słowenię, gdyż były tam dużo lepsze warunki pogodowe. Na obecną chwilę u nas zima przedłużyła się na wiosnę i czekamy do lata.

Czy tak długa przerwa w jeździe wpłynie na poziom rozgrywek żużlowych i zawodników?

Wydaje mi się, że tego się nie zapomina. Niektórzy wracają na tor po kilku latach i świetnie sobie radzą. Więc taka przerwa nie będzie dużym kłopotem. Jedyny kłopot jaki może być to psychika, która mogła jakoś podupaść. Każdy czekał z nastawieniem, że w marcu już zaczynamy tą całą karuzelę. Każdy szykował się do wyjazdu na tor. A tu nagle z dnia na dzień było cięcie, że jednak nie jedziemy. Nadal nie wiadomo jak i kiedy rozpoczną się rozgrywki, mamy jechać bez kibiców, gdzieś pojawiła się plotka, że bez obcokrajowców. To z dnia na dzień się zmienia, jednak coraz bardziej wierzę, że pojedziemy z kibicami. Może nie cały stadion, ale część by mogła wejść. 

Właśnie kibice… gdyby tak było – żużel bez kibiców. Czy wyobraża Pan sobie taki scenariusz występów?

Kibice są najważniejsi, dla nich jedziemy. Dla nich chcemy się pokazać jako drużyna i jako zawodnicy. Brakowałoby oklasków, gdy bieg się wygra albo gwizdów, gdy się bieg przegra. To jest budujące i mobilizujące. Mecze przy pustych trybunach to trochę dziwne. Nawet na treningach w Bydgoszczy zawsze było po 30 – 40 osób. To zawsze było coś! Nie miałem okazji jeździć przy pustych trybunach, nie wyobrażam sobie trochę tego. Na pewno będzie inaczej.

Czy są już jakieś plany treningów na bydgoskim torze?

Tymczasem treningi są odgórnie zawieszone. W poniedziałek ma być decyzja w tej sprawie. Rozmawiałem z Prezesem (Jerzy Kanclerz – przypis red.) – mówił, że pod koniec maja, jak się skończy kwarantanna dla zawodników to będziemy mogli trenować. Zanosi się na to, że sezon ruszy dopiero w lipcu, także mamy dużo czasu. Wiadomo też, że nie mamy takich super budżetów by pozwolić sobie na trenowanie kilka razy w tygodniu, bo cały sprzęt się zajedzie. To co zostało zainwestowane można szybko stracić. Wspólnie doszliśmy do wniosku aby raz w tygodniu od końca maja trenować na torze, a od połowy czerwca ruszyć z  grubej rury. 

Wracając do skutków pandemii. Są one bardzo duże w wymiarze gospodarczym. Czy zawodnicy i Pan osobiście odczuliście wpływ gospodarczy korononawirusa w kontekście umów sponsorskich i budżetów przeznaczonych na sport?

Przed ogłoszeniem pandemii miałem już umowy podpisane ze sponsorami i wszyscy wywiązali się z tych umów. Nie odczułem tego póki co, ale przez tę sytuację cała gospodarka podupadnie i to koło się zamyka. Skutki możemy odczuć jeszcze w przyszłości. Teraz trzeba czekać. Wierzę, że wszyscy sobie z tym jakoś poradzimy. Jednak na pewno będzie jakiś kryzys. 

Abstrahując od obecnej sytuacji – jakie cele ma dróżyna na ten sezon, który mamy nadzieję w końcu się rozpocznie?

Na zgrupowaniu przed sezonem ustaliliśmy, że jedziemy o utrzymanie. To jest nasz plan minimum. Wiadomo, że w ubiegłym roku też jechaliśmy o utrzymanie a okazało się, że udało się awansować. Także nikt nie będzie odpuszczał meczy bo zrobiliśmy swój plan i nie mamy o co jechać. Każdy z zawodników jest ambitny i będzie chciał jechać jak najlepiej. Jeśli wszyscy trafimy z formą, nie widzę przeszkód byśmy byli w górnej części tabeli. Stać nas by zająć miejsce w pieszej czwórce. 

 

Jarosław Aleksander Autor

Katolicka Bydgoszcz