Wywiady Tygodnika Bydgoskiego 4 mar 2018 | Redaktor
 Poseł Latos: Bydgoszcz jest miastem niewykorzystanych szans

fot. Anna Kopeć

– Widzę wielki potencjał wśród bydgoszczan, ale brakuje przewodnika, który potrafiłby to wszystko zebrać i poprowadzić do sukcesu. Obecnej ekipie w ratuszu brakuje wizji – mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Latos, w rozmowie z Bogusławem Wysockim.

Bogusław Wysocki: Panie pośle, jakie walory powinien mieć prezydent takiego miasta jak Bydgoszcz? 

Tomasz Latos: Myślę, że prezydent musi być kompetentnym gospodarzem miasta, ale nie tylko. Powinien łączyć różne środowiska. Nie chodzi przecież o to, że ma być reprezentantem takiej czy innej opcji politycznej. Każdy ma prawo do własnych poglądów, własnych wyborów politycznych, takiego czy innego głosowania. T o j e d n a k w przyp a d k u zarządzania miastem powinno być na drugim planie. Na pierwszym zaś, ponad podziałami, trzeba postawić dbałość o dobro wszystkich mieszkańców. Partią każdego prezydenta powinna być Bydgoszcz, jako wartość sama w sobie. Bydgoszcz, która nas łączy, inspiruje, popycha do działań na rzecz jej rozwoju. Tak, żeby była piękniejsza, zamożniejsza, a mieszkańcom żyło się lepiej. Prezydent według mojego wyobrażenia to osoba, która podgląda świat, jest w nim obyta, ma kontakty polityczne. To jest niewątpliwie wartością dodaną. Jeśli, na przykład, potrafi poruszać się na „salonach warszawskich”, będzie również skuteczniej zabiegać o środki potrzebne do rozwoju miasta. I w tym miejscu muszę się odnieść do obecnej sytuacji w Bydgoszczy. Dziwię się postawie obecnego prezydenta, który dzieli mieszkańców na właściwych i niewłaściwych, lepszych i gorszych. Potrafi wręcz mu przejść przez gardło stwierdzenie „ja koło tych państwa nie usiądę”, czy też „ręki im nie podam”. Prezydent powinien mob i l i z ować z a r ówn o s w o i c h z w o - lenników, jak i potencjalnych przeciwników oraz konkurentów do tego, aby jak najwięcej uzyskać dla miasta, dla mieszkańców. Jednocześnie w sposób mądry doceniać te działania, które na rzecz mieszkańców podejmowane są np. na szczeblu centralnym. Dlatego tak ważna jest umiejętność współpracy z parlamentarzystami, bo wzajemna pomoc i wsparcie może tylko owocować skuteczniejszym pozyskiwaniem środków na bydgoskie inicjatywy i projekty. Podsumowując: łączyć, a nie dzielić. 

Poseł Piotr Król promuje się w plebiscycie „Bydgoszczanin Roku”. Poseł Tomasz Latos przecina wstęgę i uroczyście otwiera siedzibę NFZ. Poseł Łukasz Schreiber jest częstym gościem w programach ogólnopolskich stacji telewizyjnych. Aktywność godna kampanii wyborczej. Kto będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach na prezydenta Bydgoszczy?

 (śmiech) To jest pytanie do władz partii w Warszawie. Mogę zapewnić, że jeżeli zapadnie decyzja, że to ja mam startować, bo ocena będzie taka, że mam największe szanse, to wówczas zrobię wszystko, aby jak najlepiej tę szansę wykorzystać. Oczywiście, ze wsparciem obu wymienionych kolegów posłów, jak i też szerszego grona parlamentarzystów oraz radnych. Również szeregu innych osób w ogóle niezwiązanych z Prawem i Sprawiedliwością. Różne środowiska zgłaszają postulat zmiany w Bydgoszczy, a wiele osób przychod z i moich kolegów partyjnych. Z różnych stron słyszę, że w Bydgoszczy potrzeba nowego pomysłu, nowego otwarcia, nowych inspiracji. Pewne pomysły i być może energia niektórych osób, z panem prezydentem na czele, wypaliły się. I powtórzę, wielu ma dość dzielenia bydgoszczan na lepszych i gorszych, wygłaszania sądów ex cathedra itd. Oczywiście jeśli któryś z moich kolegów będzie kandydował, może liczyć na moje pełne wsparcie. I nie chodzi tu tylko o wzajemną sympatię oraz wspólną działalność parlamentarną i polityczną, ale po prostu tak rzeczywiście odbieram głosy bydgoszczan, którzy mówią: czas na zamiany, czas na prawdziwego gospodarza. 

Trochę to przypomina hasła prezydenta Torunia Michała Zaleskiego.

 Często porównujemy się z Toruniem. Mamy swoją ambicję – jesteśmy przecież dwa razy większym miastem. Ale patrzę na Toruń, na to, jak to miasto się zmienia i rozwija. I widzę np. nowoczesną halę sportową, na której bydgoscy lekkoatleci zdobywają złote medale mistrzostw Polski albo wygrywają w prestiżowych zawodach międzynarodowych. Trzeba przyznać, że tamtejszy prezydent potrafi rozmawiać ze wszystkimi. Z lewicą, z prawicą, ze środowiskami pozapolitycznymi. Potrafi rozmawiać z kibicami. A w Bydgoszczy słyszę co chwilę, że jest kolejne środowisko, które na prezydenta się obraziło, bo on nie potrafi z nim prowadzić dialogu. Ale jeśli nie potrafi prowadzić dialogu nawet ze swoimi kolegami partyjnymi z PO, np. z marszałkiem Piotrem Całbeckim, to Bydgoszcz traci dwa razy. Raz na animozjach bydgosko-toruńskich, bo marszałek jest i z PO, i z Torunia, i z rozmysłem traktuje Bydgoszcz bardzo źle. A drugi raz, bo on sam i jego koledzy partyjni nie potrafią przekonać marszałka, żeby postępował inaczej. 

Radni Prawa i Sprawiedliwości zwołują konferencję prasową i mówią, że „postępuje degradacja” Bydgoszczy…

Radni bardzo ostro to nazwali. Ja bym raczej powiedział, że Bydgoszcz jest miastem niewykorzystanych szans. Niewykorzystanych szans w rozwoju gospodarczym. Niewykorzystanych szans w kwestii nauki, w dziedzinie kultury, mimo że jest ona naszą chlubą. Niewykorzystanych szans nawet w sporcie. Wszystkie obiecywane przez obecnego prezydenta sprawy zakończyły się totalną porażką. Przypominam sobie pierwszą kampanię Rafała Bruskiego. I deklaracje, że Tomasz Gollob będzie jeździł w Polonii. A nie było już potem ani Tomka w Polonii, ani nie ma Polonii w rozgrywkach o mistrzostwo Polski. Co gorsza, przed nami lata pracy, lata odrabiania dystansu, żeby ponownie w ekstralidze się znaleźć. Podobnie piłka nożna. Po wydanych milionach miejskich pieniędzy nic nie pozostało, tylko wspomnienie i żal, że można było to rozegrać lepiej i mądrzej. Mogła Bydgoszcz mieć piłkę nożną wciąż na wysokim poziomie. Możemy też mówić o festiwalu Camerimage. Możemy mówić o wielu dziedzinach, gdzie wskutek małostkowości czy braku wyobraźni kierownictwa miasta nie osiągamy sukcesów. Mówię to z wielkim żalem. Bo widzę wielki potencjał wśród bydgoszczan, ale brakuje przewodnika, który potrafiłby to wszystko zebrać i poprowadzić do sukcesu. W zarządzaniu miastem nie chodzi bowiem tylko o dobre i sprawne podliczanie słupków. Tu trzeba kreatywności. Sam prezydent i jego otoczenie, zaplecze, powinni być osobami, które przynoszą pomysły, kreują. Dopiero to daje szansę rozwoju. 

Miasto jest wielkim placem budowy – Kujawska, Grunwaldzka, Trasa Uniwersytecka, basen na Kapuściskach, za chwilę basen Astorii… Bydgoszcz się buduje...

Bydgoszcz się buduje. Żal, że pan prezydent zamiast podziękować rządowi, który daje pieniądze na inwestycje, oskarża posłów o przypisywanie sobie sukcesów za załatwienie pieniędzy. Pamiętam rozmowy z ministrem sportu Witoldem Bańką, że na Astorię przeznaczono największe w skali kraju pieniądze na tego typu inwestycję. Tutaj wypada oczywiście podziękować prezydentowi i radnym za napisanie tych projektów, które potem w Warszawie dało się obronić. Tylko proszę zauważyć, że te wszystkie inwestycje robione są na finiszu ośmiu lat rządzenia. Wszystko w obawie przed porażką wyborczą. To było impulsem. A to przecież obowiązek władz miasta, realizować projekty, na które są pieniądze. Do tego wiele można było zrobić lepiej. Weźmy na przykład taki Torbyd. Ogromne pieniądze i maleńkie trybuny, a przez małe trybuny sami wyłączamy się z dużych imprez, które tam mogłyby być organizowane. W tym tygodniu podziwialiśmy polską parę łyżwiarzy figurowych na igrzyskach olimpijskich. Wszystkie oczy znowu zwrócone były na Toruń, bo tam mają oni i gdzie trenować, i gdzie prezentować się przed wielotysięczną publicznością podczas zawodów i pokazów. To pokazuje pewien brak wizji, która cechuje obecną ekipę w bydgoskim ratuszu.

Mówił Pan poseł, że Bydgoszcz jest miastem niewykorzystanych szans w nauce, w kulturze, w sporcie. Są jeszcze inne zaniedbane dziedziny życia społecznego? 

Gospodarka. Miasto powinno rozwijać się poprzez inwestycje. Nie widzę zabiegów o pozyskiwanie inwestorów. Mamy możliwości, np. w Bydgoskim Parku Przemysłowym. Ale to nie tylko to. Władze miasta poprzez swoje decyzje i działania muszą przyciągać inwestorów, a nie biernie czekać, aż ktoś zapuka do drzwi ratusza i powie: wymyśliłem sobie, że zainwestuję tutaj swoje pieniądze. To władze powinny kreować zachętę do inwestowania. Rządzący Bydgoszczą nie potrafią nawet we właściwy sposób zadbać o nasze okno na świat, jakim powinien być port lotniczy. Jeśli marszałek Całbecki, kolega partyjny prezydenta, nie chce we właściwy sposób inwestować w port lotniczy, to może trzeba było wydać kilka milionów złotych, mieć więcej udziałów w spółce i podejmować kluczowe decyzje samemu. Mam wrażenie, że to, co dzieje się w porcie lotniczym, dzieje się niejako siłą rozpędu, podczas gdy dookoła nas w siłę rosną lotniska w Gdańsku i Poznaniu.

Od wielu miesięcy miasto dyskutuje o strategii i marce Bydgoszczy. Miasto lansuje hasło „Kultura jakości”. Po odkryciu skarbu w katedrze pojawiło się w przestrzeni publicznej inne hasło: „Bydgoszcz – Miasto Skarbów”. 

Niewątpliwie Bydgoszcz jest miastem skarbów. I tych odkrytych, i tych, które trzeba odkrywać, odkrywać na nowo i pokazywać całemu światu. A o kulturę trzeba dbać na co dzień. Rozwijać i pielęgnować. Podobnie o jakość. Mam wrażenie, że miasto lubi chlubić się jakością innych, a nie dokłada cegiełki, aby tę jakość tworzyć. 

Prawo i Sprawiedliwość ma receptę dla Bydgoszczy, jak przejąć władze w mieście? 

Musimy zwrócić się do mieszkańców z tym, czego oni tak naprawdę oczekują. Oczekują gospodarza niekłótliwego, otwartego na wszystkie środowiska. Oczekują gospodarza, który nie będzie się obrażał na władze w Sejmiku czy na władze w Warszawie, jakakolwiek ona będzie. Na takiego, który będzie potrafił z jedną i drugą władzą skutecznie zabiegać o to, co jest miastu potrzebne, będzie umiał zbudować szeroki front poparcia dla tych działań. Na takiego, który będzie umiał mądrze wzmocnić kulturę i sport i w nie zainwestować. Będzie potrafił rozwijać inne dziedziny – gospodarkę, naukę. Ale przede wszystkim będzie odczuwał potrzebę, aby tego typu działania podejmować.

Bardzo duże emocje wzbudza w Bydgoszczy budowa Trasy Uniwersyteckiej i konflikt wokół Tartaku Bydgoszcz, wywłaszczenia i odszkodowania za to wywłaszczenie. Wiceprzewodniczący Rady Miasta Jan Szopiński mocno zaakcentował na sesji, że obywatel ma konstytucyjnie zagwarantowane prawo do „słusznego odszkodowania”. Panie pośle… A może inaczej. Jak prezydent Tomasz Latos tę sprawę by poprowadził?

Przede wszystkim rozmawiałbym z tymi ludźmi, a z tego, co słyszałem, tych rozmów brakowało, czy nawet nie było ich wcale. Obecny prezydent uważa, że jest tak ważny, że nie będzie się spotykał z mieszkańcami czy z jednym konkretnym mieszkańcem i z nim rozmawiał. Bo jeśli w ogóle ma dojść do jakiegokolwiek porozumienia, to trzeba najpierw zacząć rozmawiać. To po pierwsze. Po drugie, nie można chować głowy w piasek i zwalać wszystkiego a to na wojewodę, a to nie wiadomo na kogo. To jest cecha, która ujawniła się już wcześniej, gdy pan Bruski był wojewodą. Wtedy dość długo przymierzano się do budowy drogi ekspresowej S5. Przypominam sobie, że na łąkach podbydgoskich szukano żaby kumaka zielonego, a inwestycja została wstrzymana na dwa i pół roku. I tak za jego czasów proces spowolnienia inwestycji się rozpoczął. Podsumowując, trzeba rozmawiać. Umieć wykazać się empatią wobec każdego mieszkańca. A kiedy trzeba podejmować decyzje, to umieć je podejmować i podejmować je twardo, nie zwalając winy na innych. W imię interesów ogółu, w imię interesu społecznego. l 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor