Felietony 23 sty 14:17 | Redaktor
Świętowaliśmy, czy wiemy, dlaczego? [FELIETON]

fot. Maczu, archiwum

Z wielką radością i słuszną podniosłością obchodziliśmy stulecie powrotu Bydgoszczy do wolnej Polski. Trzeba też zaraz na początku oddać sprawiedliwość. Choć władze miasta nie są z „mojej bajki” i wiele mam do nich zastrzeżeń, to organizacja tych uroczystości była naprawdę na dobrym poziomie.

Zwłaszcza pochwalić wypada rekonstrukcję wydarzeń historycznych, którą przedstawiono na Starym Rynku. Było to zrobione fachowo, z rozmachem i w sposób oddający zarówno prawdę historyczną, jak i ducha tamtych czasów.

Nie zachwyciła natomiast dekoracja miasta. Na stulecie powinniśmy mieć flagę narodową i bydgoską w każdym domu, jeśli nie w każdym oknie. Mało kto o to apelował, mało kto uczynił. Ratusz od 11 listopada rozdawał 30 tysięcy flag. Co się z nimi stało?

Można stawiać sobie takie pytanie. Można jednak i trzeba postawić pytanie ważniejsze. Dlaczego i w imię czego, powinniśmy właściwie manifestować radość z powrotu i przynależności do Polski, do ojczyzny? Na to pytanie istnieje odpowiedź coraz bardziej dziś niepopularna. Tą odpowiedzią jest krew. Trzeba uszanować krew tych tysięcy, a nawet przecież milionów Polaków, którzy oddali życie. To nie jest żadne cierpiętnictwo ani świętowanie przegranych, jak niektórzy próbują argumentować. Chodzi o to, że jeśli za jakieś dobro materialne, na przykład obraz czy inne dzieło sztuki użytkowej jakaś liczba osób zapłaciła ogromną cenę, w złocie czy w twardej walucie, to taki przedmiot skłonni jesteśmy uważać za wartościowy, godny pożądania. Jeśli więc wielka liczba naszych przodków płaciła za Polskę cenę własnego życia, która przekracza przecież wszelkie ceny pieniężne, to czy nie jest to zobowiązaniem, by uznać tę wielką wartość?

Ale to nie wszystko. Wielki nauczyciel pokolenia międzywojennego, ojciec Jacek Woroniecki, tak pisał: „Nietrudno przeprowadzić tu paralelę między czcią, jakiej wymaga IV przykazanie dla rodziców, a czcią, jakiej patriotyzm żąda dla ojczyzny. Jest to nie tyle miłość, ile hołd składany społeczności, w której się wzrosło i której zawdzięcza się ukształtowanie swego życia fizycznego i duchowego. Bez ram obyczajowych, jakie daje większa społeczność, sama rodzina nie byłaby w stanie doprowadzić do zaawansowanego rozwoju umysłowego i moralnego człowieka, najwyżej zachowałaby go przy życiu i nauczyła zaspokajać jego najprymitywniejsze potrzeby fizyczne”.

To obyczaj, to kultura jest tym, co mamy najcenniejszego w naszym narodowym dziedzictwie. Trzeba to sobie przypominać przy takich rocznicach. Ale trzeba też pamiętać, że nie wolno się poddać próbom niszczenia tego obyczaju i tej kultury. Próbom, które niestety nasilają się ze wszystkich niemal stron.

Maksymilian Powęski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor