Kultura 3 mar 16:27 | Marta Kocoń
Ziemia Bydgoska zachwyciła Indie. Euforia na koncertach

fot. Anna Kopeć

To było jedno wielkie niekończące się selfie – śmieje się Elżbieta Kornaszewska-Rogacka, kierownik Zespołu Pieśni i Tańca Ziemia Bydgoska. Grupa właśnie wróciła z podróży do Indii, gdzie koncertowała w salach, na stadionie i... sikhijskim weselu.

Do Pendżabu (region Indii leżący na granicy z Pakistanem) wybrali się na zaproszenie dra Davindera Singh Chhina – dyrektora Punjab International Folk Festivals. Byli tu jedynym zespołem zagranicznym – do tej pory tutejsza publiczność obok grup indyjskich podziwiała m.in. zespoły z Meksyku, Kostaryki i Polski południowej. Kujawiacy byli tu jednak po raz pierwszy i natychmiast wywołali furorę. – My byliśmy egzotyczni dla nich, a oni dla nas. Po raz pierwszy spotkaliśmy się z taką euforią podczas koncertów. To nie były oklaski, to były owacje – opowiada kierownik zespołu, Elżbieta Kornaszewska- -Rogacka. W nowych miejscach zespół witany był tradycyjną „kropką” na czole, tańcem, kwiatami i prezentami. – Zwiedziliśmy juz troszeczkę świata, ale do tej pory nigdy nie przyjmowano nas tak, jak tutaj – przyznaje szefowa Ziemi Bydgoskiej. Publiczność na wszystkie występy reagowała wielkim entuzjazmem. – Nasze tańce są zupełnie odmienne od ich tańców. Tańczymy w parach, zespołowo, a u nich – same kobiety lub sami mężczyźni – tłumaczy. – Przypuszczam, że stąd ten entuzjazm: kiedy chłopak z dziewczyną w objęciach wykonywali obroty, dla nas było to normalne, a widownia „szalała”. 

Zespół prezentował folklor dwóch obszarów: rodzimych Kujaw, a także Kurpi, by pokazać, że Polska jest wieloregionalna. Największe zainteresowanie wzbudziły jednak tańce miejskie, nawiązujące do okresu międzywojennego. – To było show – uśmiecha się kierownik zespołu. – Polki, sztajerki i groteska, w której o jednego chłopca rywalizują dwie dziewczyny, a także panna Andzia i taniec z parasolkami – to im się ogromnie podobało, było przyjęte owacyjnie. 

W związku z tańcami miejskimi Ziemia Bydgoska pozwoliła sobie też na żart: „pannę Andzię” z piosenki, a w rzeczywistości tancerkę Agatę, przebrano w tradycyjne sari. 

– To był ukłon w stronę publiczności i został wspaniale przyjęty – relacjonuje kierownik Kornaszewska- Rogacka. – W pierwszej chwili widzowie nie wiedzieli, czy to nie ktoś od nich, tym bardziej, że nasza tancerka wyszła z widowni. Jednak po chwili zorientowali się, że to nasza tancerka, w ten sposób tańczą tylko nasze dziewczyny. 

W świetle reflektorów 

Indyjską przygodę zespół rozpoczął w Delhi. Na zdjęciu przed Wielkim Meczetem (Jama Masjid)/fot. Facebook/Ziemia Bydgoska

Podczas zaledwie 10 dni zespół koncertował siedem razy, w czterech miejscowościach, z których najdalsza leżała ok. 350 km od punktu „startowego”, czyli New Delhi. Łącznie występy obejrzało ok. 10 tysięcy osób. Do jeszcze szerszego grona dotarły za pośrednictwem mediów, które nie odstępowały Polaków na krok. – Nie wiem, czy jak jakiś zespół przyjedzie do Bydgoszczy, będzie miał taką obsługę medialną – mówi kierownik. – Non stop prasa, telewizja: wszędzie były kamery, nie było chwili oddechu i prywatności. Kiedy zeszliśmy ze sceny, od razu padały pytania o wrażenia, o to, czy publiczność nagradzała nas odpowiednio, czy czuliśmy sympatię – opowiada Kornaszewska-Rogacka. Na szczęście potwierdzać mogli szczerze. – Te koncerty były bardzo entuzjastyczne, chciało nam się tam występować mimo zmęczenia. 

Zainteresowaniem otoczeni byli zresztą wszędzie, także poza koncertami. – Już pierwszego dnia zaskoczyła nas grupa dzieci szkolnych, które bardzo chciały być z nami, prosiły o zdjęcia. Przychodziły, „przyklejały się”, żeby tylko dotknąć – to dla nich było ważne – opowiada. 

I tak już przez cały pobyt. – To było jedno niekończące się selfie – śmieje się kierownik zespołu. – Ktoś naliczył, że w ciągu godziny zrobiliśmy 180 selfie, dziewczyny mówiły, że bolą je szczęki od uśmiechu: tak byliśmy dla nich inni, ciekawi. Blondynki przede wszystkim – relacjonuje.

Z ambasadorem i w Złotej Świątyni 

„Indyjską przygodę” zaczęli 11 lutego w Delhi, witani gęstym nocnym smogiem i chłodem. Trzeba było przyzwyczaić się do różnicy czasu (pięć godzin) i zmiany klimatu. – Spodziewaliśmy się, że będzie cieplej, ale niestety nie. Był taki naszkwiecień – uśmiecha się Elżbieta Kornaszewska-Rogacka. Podkreśla, że „dobry start” w Indiach zapewnił im swoją życzliwością ambasador Adam Burakowski, który przyjął ich w prywatnej rezydencji na śniadaniu, zakończonym pokazem tańców kujawskich. 

Pierwsze dwa dni mogli poświęcić na zwiedzanie i oswajanie się z nowym światem – pełnym kontrastów.– Skrajna bieda sąsiaduje z bogactwem. Bezdomność w Polsce to nic w porównaniu z tym, co tam zobaczyliśmy – opowiada szefowa zespołu. – W centrum, obok monumentalnych budowli stoją szałasy. Ludzie rodzą się na ulicy, żyją, mieszkają tam i umierają. 

Obrazu wielomilionowego starego Delhi dopełniały zwisające zewsząd kable, małpy na dachach, śmieci, brud – i jedyna w swoim rodzaju sytuacja na drogach. Tuk- -tuki, motory (na jednym mieściły się czteroosobowe rodziny), krowy i świnie poruszały się po dziurawych ulicach z równą swobodą. – Nie ma pasów, wszyscy jeżdżą „na wpych”, żeby zdążyć – mówi Elżbieta Kornaszewska-Rogacka.

Były jednak miejsca, które pozostawiły inne wrażenia. Zespół z Delhi wyruszył z koncertami do pendżabskich miast: Mansy i Luidhiany, a ostatnim przystankiem było Amritsar – miejsce festiwalu. – To wspaniałe miejsce jeśli chodzi o turystykę, bardziej uporządkowane od innych – opowiada. Polacy zwiedzili tu m.in. Złotą Świątynię – miejsce niezwykle ważne dla sikhów, najliczniejszych mieszkańców regionu. Przed wejściem wszyscy zdejmują obuwie, a po skończonych modłach, kiedy o 22.00 wyniesiona zostaje święta księga sikhów, sprzątają skrupulatnie każdą część Świątyni, z czego nie wyłączono także gości z Kujaw. 

Jako atrakcję zafundowano im także przejazd na granicę indyjsko- -pakistańską, gdzie uczestniczyli w ceremonii zamknięcia bramy. Otwarcie granicy między państwami następuje rano, a wieczorem, o 17.00 można oglądać uroczyste zamknięcie, z musztrą paradną, celebracją po obu stronach. – Jest głośna muzyka, wszyscy tańczą, bawią się – to ma symbolizować ich pojednanie. Obie strony podają sobie dłonie – opowiada Elżbieta Kornaszewska-Rogacka. – Oglądaliśmy to z dużym zainteresowaniem. 

Kujawianki „kontra” panna młoda 

Zespół występował nie tylko na oficjalnych koncertach, ale także... na weselu. Zaproszenie Polacy otrzymali od swojego opiekuna, dra Chhina. W połączonych namiotach, przy czterech scenach bawiło się około tysiąca osób. 

– Panna nie była ubrana w białą suknię, jak nam się to kojarzy, tylko balowo, w świecącą ciemną sukienkę – uśmiecha się szefowa zespołu – a pan młody w połyskującą marynarkę. 

Po pokazie Ziemia Bydgoska zaprosiła gości do wspólnej zabawy. – Zatańczyliśmy walczyka, „czarną kurę” ludową, a więc taniec ze zmianą partnera/partnerki, co się ogromnie podobało. Goście nie odstępowali nas na krok – opowiada Elżbieta Kornaszewska-Rogacka. – Obawiałam się, że środek ciężkości z pary młodej przeniesie się na nas, i tak niestety było – relacjonuje. Nowożeńcy reagowali jednak życzliwie. Na jednej ze scen przyjmowali gości i robili sobie z nimi wspólne zdjęcia, a potem przyłączyli się do publiczności obserwującej polskie tańce. Kujawiacy nie zapomnieli też o upominku dla pary młodej. 

Okazuje się, że w zamożnych rodzinach indyjskie wesele może trwać nawet miesiąc , i odbywa się w różnych miejscach. – Zapraszają wszystkich, nie tylko rodzinę – opowiada kierownik zespołu. 

Zapaśnicy w tle 

Obok wesela, drugą nietypową imprezą, na której wystąpili, były... zawody zapaśnicze – jedyny występ plenerowy. Pozostałe koncerty odbywały się już w salach. Podczas jednego z nich zostali zaproszeni do przyłączenia się do tutejszej gwiazdy – Sharry Mana, który razem z publiką ochoczo podchwycił polskie „A dzień dobry...”. 

Do Indii Ziemia Bydgoska wybrała się w okrojonym, 16-osobowym składzie: pięć par, kapela i wokal – w jednoosobowej reprezentacji Michała Hajduczeni. 

O czym są piosenki, tłumaczyła publiczności kierownik kapeli, skrzypaczka, dr Anna Antonina Nogaj. Na co dzień pracownik UKW i Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, wygłosiła referat na temat psychologii muzyki podczas Pierwszego First International Seminar w Khalsa College Heritage and Cultural Diversity. – Na tej samej konferencji towarzysząca nam pani Imisława Bugeja, dyrektor międzynarodowej szkoły dla dzieci pracowników NATO w Bydgoszczy, opowiedziała o naszym mieście i regionie, a także o wielokulturowości Europy – dodaje Elżbieta Kornaszewska-Rogacka. 

Wszędzie dobrze, ale... 

Przy kilku okazjach Polacy prezentowali także film o regionie. – Chcieliśmy przybliżyć, skąd jesteśmy. Wydaje nam się, że oni to wiedzą, ale trudno im było wskazać, że to Europa, a w Europie leży nie tylko Francja, którą przede wszystkim wymieniali, ale też Polska – opowiada kierownik. – W każdym momencie naszego pobytu byliśmy obserwowani, postrzegani jako ludzie z innego świata, w którym oni jeszcze nie byli. 

Dodaje, że łatwo było zauważyć ich tęsknotę do tego „innego świata”. – Chcieliby nawiązać współpracę z Polską, z naszym regionem, i mam nadzieję, że tym zaprocentuje nasz wyjazd: może kontaktami między uczelniami, Bydgoskimi Impresjami Muzycznymi a zespołami, które tam spotkaliśmy – mówi szefowa zespołu. 

Dla samej Ziemi Bydgoskiej posypały się także zaproszenia na kolejne koncerty zagraniczne – Co z tego uda się zrealizować, zależy od czasu – i środków. Jak podkreśla Kornaszewska-Rogacka, bez wsparcia wyjazdy takie jak ten do Indii, który dofinansował Zarząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego, nie byłyby możliwe. 

W planach zespół ma już kolejne podróże – w lipcu na festiwal konkursowy do Gruzji w sierpniu – z grupą dziecięcą – do Czarnogóry. – Najbardziej cenimy sobie jednak występy dla naszej publiczności, w regionie – uśmiecha się szefowa zespołu.

 

fot. Anna Kopeć

 

Marta Kocoń

Marta Kocoń Autor

Sekretarz Redakcji