Religia 20 gru 10:31 | Redaktor
Święty Mikołaj jest tylko jeden

autor: Łukasz Ciaciuch

Bydgoszcz ma szczególne więzy łączące ją ze świętym Mikołajem. Był on bowiem niemal od początku patronem miasta – łącznie ze świętym Marcinem - pisał w pierwszym numerze „Tygodnika Bydgoskiego” Michał Jędryka.

Świętego Mikołaja nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to chyba najpopularniejszy ze wszystkich świętych. Jednak medialna popularyzacja w ostatnich dziesięcioleciach mocno zniekształciła tę postać.

– Kto przynosi prezenty w wigilijny wieczór?

– Oczywiście, że święty Mikołaj.

– Dlaczego akurat on? (Wzruszenie ramionami)

– Zawsze tak było…

Tak odpowie niemal każde dziecko. Ale nie zawsze tak było i ta tradycja wcale nie jest głęboko zakorzeniona. Owszem, święty Mikołaj jest od prezentów. Ale przynosił je dzieciom jeszcze nie tak dawno jedynie w swoje święto, które przypadało 6 grudnia. W Boże Narodzenie pojawiała się inna postać. Był to Gwiazdor.

Tradycja szukania gwiazdy

W Wielkopolsce, na Kujawach (a więc i u nas), na Pałukach, a także na Warmii, Boże Narodzenie nazywano też popularnie Gwiazdką. Nazwa wywodzi się oczywiście od poszukiwania na niebie pierwszej gwiazdki, która jest sygnałem, że można już zasiąść do wieczerzy wigilijnej. Ta pierwsza gwiazdka ma zapewne związek z Gwiazdą Betlejemską, która prowadziła Trzech Króli do narodzonego właśnie Zbawiciela. Stąd również nazwa postaci roznoszącej prezenty.

Gwiazdor, oprócz worka z prezentami, miał rózgę na niegrzeczne dzieci. Nikt nigdy nie słyszał, żeby tej rózgi użył, ale miał. I zawsze w dziecięcym sercu budził się niepokój, czy za różne małe występki, o których rodzice nawet nie wiedzieli, nie dostanie się rózgą. No bo Gwiazdor, skoro wie, co przynieść w prezencie, to chyba wie wszystko?

Niepodobny do krasnala

Jak był ubrany Gwiazdor? Na pewno nie miał czerwonej czapy z pomponem, białej brody ani czerwonego kaftana. Pierwowzorem Gwiazdora był bowiem wędrowny dziad. Dziad taki kojarzony był z żebrakiem, ale dziad to ktoś więcej niż żebrak. Dziadowie bardzo często byli śpiewakami. Pieśni dziadowskie były balladami o tematyce na poły religijnej, na poły obyczajowej. Wędrowny dziad stanowił w dawnym świecie jedno z niewielu źródeł informacji. Trudno w to uwierzyć, ale gdy nie było prasy, owi dziadowie właśnie byli „środkami przekazu”. Przynosili nowiny, opowiadali o różnych wydarzeniach: wojnach, kataklizmach, morderstwach itp. Ubranie Gwiazdora było więc raczej szare i zniszczone, jak to na wędrowca przystało…

Skąd wziął się zatem święty Mikołaj przypominający czerwonego krasnala, z reniferem, ponoć mieszkający gdzieś w zimnej i ciemnej Laponii? Nie ma on również wiele wspólnego z postacią świętego. To amerykański Santa Claus. Skomercjalizowany, jak wszystko, co przychodzi zza Oceanu. Bo i on kiedyś przypominał naszego Gwiazdora. A słynną czerwoną czapkę i kubraczek tego samego koloru dali mu projektanci reklamy. W tej bowiem postaci, w jakiej znamy go dziś, ów Santa Claus pojawił się po raz pierwszy na reklamie Coca Coli w 1930 r.

Od kliku już lat, kiedy nadchodzą święta Bożego Narodzenia, w mediach społecznościowych zwolennicy prawdziwego świętego Mikołaja (tego prawowitego, czyli biskupa Miry), wyśmiewają bezlitośnie komercyjnego krasnala z Coca Coli. Ten nawet się nie broni, ale nadal niepodzielnie króluje tam, gdzie jego władztwo ma swe naturalne korzenie – w hipermarketach i w reklamach.

Prześladowany, hojny, gniewny

A co wiemy o świętym Mikołaju, tym z nieba, którego święto przypada 6 grudnia? To postać historyczna, której życie jest dość dobrze udokumentowane. Był biskupem Miry, miasta położonego na terenie dzisiejszej Turcji, w prowincji Cesarstwa Rzymskiego zwanej Licją. Żył w czasach niesłychanie trudnych dla chrześcijan – na przełomie III i IV wieku. Czas jego młodości naznaczony był najbardziej okrutnymi i masowymi prześladowaniami chrześcijan, jakie miały miejsce w starożytności za czasów cesarza Dioklecjana.

Przeżył, choć był więziony; doczekał czasów Konstantyna, ale gdy już był biskupem, na Kościół spadła klęska herezji niejakiego Ariusza, który głosił, że Jezus Chrystus Synem Bożym wcale nie był, że był zwykłym człowiekiem, choć owszem – wybitnym. Klęska była ogromna – bo pogląd ten zaczęło wyznawać wielu nawet wybitnych biskupów i możnowładców.

Wydaje się, że niewiele brakowało, by chrześcijaństwo, jakie znamy, zniknęło z powierzchni ziemi. Obrońcy prawowitej wiary byli prześladowani. Mikołaj nie tylko wytrwał w ortodoksyjnej nauce, ale nawet – jak głosi legenda – na soborze w Nicei (który ostatecznie potępił arian) w ogniu polemiki uderzył samego Ariusza w twarz.

Największą sławę zyskał Mikołaj poprzez swoją hojność wobec ubogich. Był bowiem człowiekiem majętnym, ale swoje bogactwa chętnie rozdawał. Najbardziej znaną historią – opisaną w średniowiecznym dziele hagiograficznym „Złota legenda” – jest przypadek, który właśnie sprawił, że św. Mikołaj został specjalistą od przynoszenia prezentów. „Pewien jego sąsiad, człowiek dość dobrego rodu, zmuszony był z biedy trzy swoje niezamężne córki wysłać na ulicę, aby w ten sposób móc żyć za cenę ich hańby. Gdy święty dowiedział się o tym, wzdrygnął się na myśl o takiej zbrodni i zawinąwszy w chustę bryła złota, wrzucił ją w nocy potajemnie przez okno do jego domu i równie potajemnie odszedł”. Hojny dar, powtórzony jeszcze dwukrotnie, pozwolił owemu sąsiadowi wydać córki za mąż, i to z niezłym posagiem.

Jest patronem miasta

Bydgoszcz ma szczególne więzy łączące ją ze świętym Mikołajem. Był on bowiem niemal od początku patronem miasta – łącznie ze świętym Marcinem. W miejscu, w którym stoi dzisiejsza katedra, już w XIV w. istniał drewniany kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja. Świątynię tę zniszczył katastrofalny pożar, który miał miejsce w 1425 r. Gdyby nie to wydarzenie, widzielibyśmy dziś prawdopodobnie nieporównanie więcej o powstaniu i wczesnych dziejach naszego miasta, bowiem wraz kościołem spłonęły również przechowywane w nim dokumenty.

Wtedy właśnie wybudowano istniejącą do dziś farę (obecnie katedrę). Ona również jako patrona otrzymała świętego Mikołaja. W XVIII w. wybudowano ołtarz boczny poświęcony św. Mikołajowi (główny poświęcony był Trójcy Świętej). Niestety, został on rozebrany w wieku XIX. Do dziś natomiast na ruchomej zasuwie zasłaniającej słynny obraz Najświętszej Marii Panny z różą, widnieje obraz św. Mikołaja wraz ze św. Marcinem.

Jest w Bydgoszczy jeszcze jeden kościół pod wezwaniem świętego Mikołaja. Znajduje się on na rynku Starego Fordonu. Legenda głosi, że najstarszy kościół w Wyszogrodzie – bo tak brzmi dawna nazwa Fordonu – został poświęcony przez św. Wojciecha, ale ta świątynia nosiła wezwanie św. Marii Magdaleny. Dzisiejszy kościół pochodzi z 1933 r. A w ołtarzu głównym, nad obrazem Najświętszej Maryi Panny, znajduje się obraz św. Mikołaja namalowany przez prof. Stanisława Wojciechowskiego z Poznania. Sam ołtarz i jego nastawa są projektu Stanisława Cybichowskiego, architekta, którego twórczość w Bydgoszczy zasługuje na odrębny artykuł.

Michał Jędryka

Artykuł ukazał się w pierwszym wydaniu „Tygodnika Bydgoskiego” , nr 0/(1) 2016. 

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor